Często, gdy byłam sama z dwójką dzieci, doświadczałam wewnętrznego zamrożenia. Z zewnątrz funkcjonowałam: robiłam, co trzeba, ogarniałam dom, dzieci, codzienność. Ale wewnętrznie kosztowało mnie to podwójnie. Czułam ciężar, którego długo nie potrafiłam nazwać.
Zastanawiałam się, dlaczego tak się dzieje. Aż pewnego dnia coś we mnie „kliknęło”.
Zrozumiałam, że paraliżuje mnie poczucie winy.
Gdy sprzątałam — miałam poczucie winy, że nie poświęcam dzieciom wystarczająco czasu.
Gdy byłam zmęczona i byłam z dziećmi — czułam winę, że nie daję każdemu uwagi 1:1.
Gdy dzieci się kłóciły, a ja byłam zwyczajnie przeciążona i reagowałam rozdrażnieniem — pojawiała się wina, że „nie zareagowałam tak, jak powinnam”, jak uczą mądre książki.
Gdy odpoczywałam — a właściwie uczyłam się odpoczywać — czułam winę, że jestem niewystarczającą mamą.
Cokolwiek robiłam, robiłam to z wewnętrznym paraliżem poczucia winy.
Ponieważ znałam już tę falę wyrzutów sumienia, potrafiłam ją rozpoznać. Wiedziałam, jakie to uczucie. I to był pierwszy krok — zauważyć i nazwać, co się ze mną dzieje. Ale to nie wystarczyło.
Tego samego dnia, w kościele, usłyszałam Ewangelię o paralityku (Łk 5,17–26). I poczułam bardzo wyraźnie, że ta historia dotyczy także mnie.
„On, widząc ich wiarę, rzekł: Człowieku, odpuszczone są ci twoje grzechy.” (Łk 5,20)
Dla mnie Ewangelia jest duchową psychologią — opowieścią o człowieku, jego cierpieniu i drodze do uzdrowienia, zanurzoną w bezwarunkowej miłości.
- I wtedy połączyłam kropki.
Czym jest poczucie winy?
Psychologicznie to wewnętrzny mechanizm oskarżania siebie. Duchowo — doświadczenie oddzielenia, braku łaski wobec samej siebie.
Grzech — jakkolwiek dziś go rozumiemy — nie dotyczy wyłącznie „złych czynów moralnych” - w Biblii (hebr. chata, gr. hamartia) grzech oznacza „chybienie celu”, „odejście od relacji”, „minięcie się z prawdą”. W sensie duchowym może oznaczać także odejście od prawdy i miłości wobec siebie: życie w nieustannym oskarżaniu się, perfekcjonizm, brak zgody na własne ograniczenia, brak akceptacji siebie. Jest to często skutek życia bez bezwarunkowej miłości. Ewangelia zaprasza do powrotu do prawdy o sobie.
Jezus mówi dalej:
„Otóż żebyście wiedzieli, że Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów — rzekł do sparaliżowanego: Mówię ci, wstań, weź swoje łoże i idź do domu.” (Łk 5,24)
Najpierw jest odpuszczenie, potem ruch.
Nie odwrotnie. I powrót do domu. Dom jako synonim bezpieczeństwa, ciepła, relacji - powrót do tego co ważne, powrót do siebie.
Człowiek sparaliżowany winą, lękiem, napięciem, nie jest "u siebie" - żyje w oddzieleniu od ciała, emocji, relacji.
Wstań — zrób pierwszy krok. Ale bez ciężaru nieustannego oskarżania siebie.
W psychologii Freud nazwał ten oskarżający głos superego — wewnętrznym krytykiem. W języku duchowym często mówi się o „głosie oskarżyciela”. Niezależnie od nazwy, skutek jest ten sam: człowiek zamiera.
Niby żyjemy, ale nie żyjemy w pełni.
Trudno nam być „tu i teraz”, cieszyć się chwilą, bo stale towarzyszy nam poczucie niewystarczalności.
Poczucie winy bardzo często prowadzi do:
– perfekcjonizmu,
– nadodpowiedzialności,
– potrzeby kontroli,
– chronicznego napięcia.
A napięcie — do automatycznych wybuchów, rozdrażnienia i reakcji, których potem żałujemy. I znów pojawia się wina. I koło się zamyka.
Dlatego tak bardzo potrzebujemy samożyczliwości — umiejętności traktowania siebie z empatią, a nie z batem. Uznania, że jesteśmy nieidealne i nigdy nie będziemy. I że to nie odbiera nam wartości.
„Kochaj bliźniego jak siebie samego” — nie zamiast siebie.
Jedno zadanie dla Ciebie: Technika na poczucie winy
Dla mam, które często czują poczucie winy – nawet wtedy, gdy bardzo się starają.
Dla tych, które zamiast mobilizacji odczuwają napięcie, zamrożenie lub myśl:
„Cokolwiek zrobię, to i tak jest za mało”.
To ćwiczenie pomoże Ci odróżnić winę, która coś naprawia, od winy, która rani.
Krok 1. Zatrzymaj się i nazwij moment winy
Pomyśl o ostatniej sytuacji, w której poczułaś silne poczucie winy jako mama.
Opisz ją krótko:
- Co się wydarzyło?
- Jak zachowało się dziecko?
- Co Ty zrobiłaś lub czego nie zrobiłaś?
Krok 2. Zapisz myśl, która pojawiła się w Twojej głowie
Poczucie winy prawie zawsze ma swoją myśl – cichą, automatyczną, często bardzo surową.
Dokończ zdanie:
„Jestem złą mamą, bo…”
„Powinnam była…”
„To moja wina, że…”
Krok 3. Sprawdź, czy to jest myśl, czy fakt
Zadaj sobie spokojnie poniższe pytania (bez oceniania siebie):
- Jakie mam dowody, że ta myśl jest w 100% prawdziwa?
- Jakie mam dowody, że nie jest w pełni prawdziwa?
- Czy inna mama w tej samej sytuacji zasługiwałaby na tak surową ocenę?
Krok 4. Zauważ zniekształcenia myślenia
Zaznacz te, które najbardziej do Ciebie pasują:
-Biorę na siebie zbyt dużą odpowiedzialność za emocje dziecka
-Myślę w kategoriach „dobra mama / zła mama”
-Używam wobec siebie słowa „powinnam”
-Personalizuję – wszystko odnoszę do siebie
To są schematy myślenia, które powstają u osób bardzo zaangażowanych i wrażliwych.
Krok 5. Stwórz myśl bardziej realistyczną
Nowa myśl nie ma być „pozytywna”.
Ma być prawdziwa, łagodna i wspierająca.
Spróbuj jednej z form:
- „To, że czuję winę, nie znaczy, że zrobiłam coś złego”
- „Moje dziecko ma prawo do trudnych emocji – nie muszę im zapobiegać”
- „Nie muszę być idealna, żeby być wystarczająco dobrą mamą”
Lub zapisz swoją własną.
Krok 6. Odróżnij winę adaptacyjną od paraliżującej
Zadaj sobie jedno ważne pytanie:
Czy to poczucie winy pomaga mi coś naprawić, czy raczej sprawia, że czuję się bezsilna i napięta?
Jeśli:
- możesz coś naprawić to wina adaptacyjna
- karzesz siebie i zamierasz to wina dysfunkcyjna, która nie służy ani Tobie, ani dziecku
Dodaj komentarz
Komentarze